Be accepted

Dla aktywnych pacjentek chorych na raka
Szukaj
Close this search box.

Ciotka Superbohaterka Tina

Franz wykonał dobrą robotę.

Mój przyjaciel Franz zadzwonił do mnie. Powiedział: „Słuchaj, spotkałem wczoraj Tinę. Wiem, że teraz i tak pewnie zmagasz się z własną sytuacją, ale wiesz, u niej też zdiagnozowano raka, musi przejść chemioterapię i tak dalej. Macie podobnie silne charaktery, dobrze do siebie pasujecie, dlaczego nie „połączycie sił”?

Pomyślałam: „Ale jak to?” Zawsze bardzo lubiłam Tinę, ale nigdy nie byłyśmy ze sobą blisko. Dogadywałyśmy się dobrze podczas spotkań towarzyskich. Ta islandzka piękność z jej czarującym śmiechem i ja często dobrze się razem bawiliśmy, ale nie była to żadna głębsza relacja. Wracając do pytania, wydawało mi się to nieprawdopodobne.

Proszę, dlaczego w ogóle miałabym teraz przejmować się tym i problemami innych? W tej chwili nie mogę. Tina pomyślała dokładnie to samo. Ponieważ Franz jest sprytny, naturalnie próbował tego również u niej.

Obie byłyśmy przytłoczone naszą nową sytuacją życiową. Nie myślałyśmy o tym, byłyśmy zbyt zajęte sobą, że może się to zmienić w sytuację korzystną dla obu stron. Ale potem do niej napisałam.

Chociażby po to, by powiedzieć jej, że jest mi przykro, że ona też musi przez to przechodzić. Natychmiast pogadaliśmy przez telefon i wszystkie, naprawdę wszystkie, maski opadły przy pierwszym słowie.

Następnego dnia się spotkałyśmy. 

To była najlepsza decyzja!

Ona, Tina i ta decyzja są jednymi z najważniejszych i najcenniejszych rzeczy w moim życiu.

Kocham ją, kocham nas

Podczas chemii uwielbiałam naszą szczerość, nasz smutek, naszą nadzieję, nasze żarty, dowcipy, nasze głębokie zrozumienie siebie nawzajem. To doświadczenie było jak przejażdżka kolejką górską albo pływanie w falach – czasami to ona była na górze, czasami byłam to ja. Ratowałyśmy się wzajemnie przed utonięciemUłatwiałyśmy sobie nawzajem łapanie oddechu, ponieważ spędziłyśmy ten czas razem, dzieląc się nim. Wykorzystałyśmy to w pełni, stworzyłyśmy tak wiele pięknych i zabawnych wspomnień, a więc zdjęłyśmy trochę ciężaru z diagnozy raka. Pamiętam tak wiele rzeczy. Nawet jeśli w tym momencie było to tragiczne, muszę się uśmiechać, ponieważ byłyśmy razem i rozumiałyśmy, co to naprawdę znaczy przejść przez to wszystko i co się z tym wiąże. Wszystkie tabu, wszystkie rzeczy, o których nikt nie mówi, których nikt się nie spodziewa i wobec których, właśnie z powodu tej niewiedzy, jest się bezbronnym.

Nie musiałyśmy sobie niczego wyjaśniać. Wyznaczcie konkretne cele i razem ustalcie nagrodę.

Dzięki czepkom chłodzącym nigdy nie straciłam włosów całkowicie. Ale raz, pod prysznicem, tak wiele włosów tak nagle mi wypadło, jakby silny podmuch wiatru zdmuchnął opadłe jesienne liście z drzew. Spodziewałam się tego, ale kiedy to się stało, był to szok. Zawsze byłam lwicą i zawsze miałam grzywę.

Gdzie ona była? Gdzie byłam ja?

Temat włosów był dla mnie trudny. Wszyscy mówili: „Cóż, to najmniejszy z twoich problemów”.

Gdyby jeszcze jedna osoba mi to powiedziała, nie wiem, co bym zrobiła. Oczywiście, że to był mój najmniejszy problem – z powodu wypadania włosów się nie umiera. Ale to sprawia, że choroba jest widoczna, obecna, nieunikniona – od tego momentu masz etykietkę osoby chorej na raka. Istnieje ryzyko utraty tożsamości, ryzyko utraty kobiecości i pozostania jedynie pacjentką lub bycia tak postrzeganą przez świat zewnętrzny.

Ciotka Superbohaterka Tina i ja wyruszyłyśmy we wspólną podróż po tych wszystkich chemioterapiach, radioterapiach i zabiegach. Zasłużyłyśmy na to.

Delikatnie, jakby można było je jeszcze uratować, wyłowiłam włosy spod prysznica. Wziąłem je, było ich tak dużo, że wypełniły cały duży kosz na śmieci. Z oczami pełnymi łez podniosłam telefon komórkowy, który właśnie zabrzęczał. Wiadomość od Tiny. To było nagrane przez nią wideo. Stała przed lustrem, od niechcenia przeczesując włosy układające się w zawadiacką, krótką fryzurę. Za każdym razem, gdy jej ręka wyłaniała się z nich, trzymała w niej setki włosów, a następnie wrzucała je do zlewu. Wyglądała na nieomal zafascynowaną i nie mogła przestać wyciągać sobie włosów z głowy. Stroiła przy tym miny. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Później spotkałyśmy się we włoskiej restauracji i śmialiśmy się z naszych na wpół łysych głów. Może nawet bardziej niż wcześniej. Jesteśmy kobietami, jesteśmy „przyjaciółkami na CAŁE ŻYCIE”. Od tego czasu mamy głęboką więź i nawet jeśli widujemy się rzadziej, to nas połączyło, uleczyło nasze rany.

Podczas naszych chemioterapii postanowiłyśmy, że w nagrodę wybierzemy się razem na wycieczkę Zasłużyłyśmy na to, to było wspaniałe i wyjątkowe, jak poczułyśmy, że żyjemy.

RADA CARO

Chemobuddy

Znajdź koleżankę, która też przechodzi chemioterapię. To prawda, że smutek dzielony z innymi jest o połowę mniejszy. Tym bardziej, jeśli przeżywacie to samo.